Made In Bialystok

Sonda

  • Której z wizytówek Białegostoku brakowałoby Ci najmniej?
głosuj     wyniki

Tu jest bardzo dobry grunt - rozmowa z Jackiem Kawalcem

autor: Piotr Werner,
26.02.2010, 18:57


Z Jackiem Kawalcem udało mi się spotkać w garderobie Teatru Dramatycznego 4 godziny przed białostocką premierą monodramu „Ta cisza to ja” w reżyserii Dariusza Szady-Borzyszkowskiego, wystawianym przy okazji benefisu Jana Jakuba Należytego. Po pokonaniu wszelkich trudności, wyskakujących zza nieprzejezdnych zasp i nieustannie poganianych galopującymi sekundami, aktorowi udało znaleźć się chwilę na zamienienie kilku słów.

Piotr Werner: Panie Jacku, przeglądając Pana życiorys można znaleźć dość pokaźną listę zajęć i profesji wszelkich. Występował Pan jako aktor, prezenter, konferansjer, tancerz, wokalista, miłośnik sportów ekstremalnych... O czymś zapomniałem?

Jacek Kawalec: Chyba nie... Ale przede wszystkim – aktor. Wszystkie inne rzeczy są tylko tego efektem. Przy okazji bycia aktorem można zagrać, że się lubi sporty ekstremalne. Przez kilka lat grałem prezentera telewizyjnego, za którego przede wszystkim dziś jestem postrzegany. Ale to była tylko jedna z moich ról. Grałem różne rzeczy. Grałem, że śpiewam, grałem, że tańczę... Jestem aktorem.

W takim razie pojawia się pytanie – gdzie w tym wszystkim jest Jacek Kawalec? Co z tego wszystkiego jest pasją, co jest koniecznością, co pracą?

Pasją jest chyba przede wszystkim aktorstwo. Pasją i jednocześnie koniecznością, bo po prostu nie wyobrażam sobie innego zajęcia. Jestem już za stary, żeby robić cokolwiek innego... [śmiech] Ale aktorstwo jest tak pojemnym zawodem, że w jego ramach można robić różne rzeczy.

W ostatnim czasie występował Pan w dwóch bardzo głośnych inicjatywach, jak Taniec z gwiazdami, czy Jak oni śpiewają. Programach szeroko komentowanych, które mają tyle krytyków, co zwolenników. Czy uważa Pan je, któryś z nich, za szczególnie wartościowy?

Ludzie postrzegają te programy bardzo powierzchownie. Dla aktora zaś każde wyzwanie jest świetną sprawą. Lubię wyzwania. Lubię tańczyć, lubię śpiewać i dlatego to zrobiłem. Na co dzień, nawet jeśli występuje się w spektaklach muzycznych, nie ma możliwości wystąpienia obok tak dobrych orkiestr, jakie grają w tych programach. To naprawdę wielka frajda dla aktora, kiedy może zaśpiewać z dużą, żywą kapelą. Bardzo to lubię, więc w ogóle się nie zastanawiałem. Nie mówiąc już bez zbędnej zasłony dymnej, że jest to dla aktora bardzo dobre działanie marketingowe. Aczkolwiek, wbrew nazwie programu, nie czuję się nigdy żadną gwiazdą! Gwiazdą dla mnie jest na przykład Irena Kwiatkowska. Ja jestem aktor-traktor... [śmiech]

Randka w ciemno okazała się dla Pana mieczem obosiecznym. Z jednej strony dała Panu dużą popularność, rozpoznawalność. Z drugiej – w określony sposób Pana zaszufladkowała. Czy nie obawia się Pan, że występując w spektaklach, jak właśnie „Ta cisza to ja” - dotykających kwestii dość poważnych, będzie Pan postrzegany przez pryzmat faceta, który wysyłał ludzi na wycieczki?

Będę tak postrzegany chyba tylko przez ludzi, którzy nigdy nie widzieli mnie na scenie. Jeżeli ktoś ma na mój temat takie zdanie i chce się w ten sposób wypowiadać – że jest to jedynie facet od Randki w ciemno – to zanim powie to głośno, niech zobaczy mnie na scenie. Zapraszam serdecznie.

Jasne. A przechodząc do kwestii bardziej lokalnych – Białystok pod względem teatralnym jest miejscem bardzo bogatym. Białostocki Teatr Lalek, Wierszalin z podbiałostockiego Supraśla, Kompania Doomsday i wywodzący się z niej Teatr Malabar Hotel, Teatr Dramatyczny... Czy miał Pan okazję zapoznać się bliżej z tym środowiskiem? Jak Pan je ocenia?

Bardzo wysoko. Myślę, że nie bierze się to z powietrza, ale z obecnego tutaj ducha. To dusza tego regionu, przede wszystkim – ludzie, kultura, zwłaszcza kultura ludowa, która jest tu chyba bardzo istotna w powstawaniu tak dobrych klimatów teatralnych.

Białystok uczestniczy właśnie w rywalizacji o miano Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Czy Pana zdaniem, człowieka związanego z kulturą i jednocześnie patrzącego na Białystok z odpowiedniego dystansu, jest to gra warta świeczki?

Jak najbardziej. Białystok może dać europejskiej kulturze potrzebny dystans. Ta Europa gdzieś pędzi, coraz szybciej goni, coraz więcej się dzieje... Tutaj mamy oddech. Nie bez powodu takie rzeczy, jak Festiwal Zawodów Filmowych zaczynają się lokować w Białymstoku. Tu jest bardzo dobry grunt – ludzie mają serca na dłoni, są otwarci na takie inicjatywy. Myślę, że mogą kulturze europejskiej bardzo dużo dać.

Dziękuję za rozmowę!

Piotr Werner

Tagi: jacek kawalec, ta cisza to ja, teatr dramatyczny, wywiad, styl życia, piotr werner, jan jakub należyty, dariusz szada-borzykowski,


« powrót

Nasi partnerzy