Made In Bialystok

Sonda

  • Której z wizytówek Białegostoku brakowałoby Ci najmniej?
głosuj     wyniki

Odłóż mózg na półkę i idź na... "Pozdrowienia z Paryża"

autor: Gosia Żuk,
22.02.2010, 23:37


Mało brakowało, a po raz pierwszy usnęłabym w kinie – wygodnie, ciepło, mało interesująca fabuła. Czego więcej trzeba? Niestety – liczne wystrzały ze wszelkiego rodzaju broni, nie pozwoliły mi zasnąć…

Pozdrowienia z Paryża niczym nie przypominają "Pozdrowień z Moskwy" Terenca Younga. Chęć porównania, oczywiście ze względu na tytuł, narzuca się sama. Główny bohater nie jest ani gentelmanem, ani nie ma specjalnie wyrafinowanego poczucia humoru. To co ma, to licencja na zabijanie wystawiona przez rząd Stanów Zjednoczonych, której używa nader chętnie.

John Travolta gra Charlie'go Wax’a, agenta CIA, który zostaje wysłany na specjalną misję do Paryża. Tam ma zacząć współpracę z nowym partnerem – pracownikiem amerykańskiej ambasady – Jamesem Reesem (w tej roli Jonathan Rhys Meyers). Reese ma dwa pragnienia – zostać pełnoetatowym agentem i poślubić piękną Francuzkę, Caroline, graną przez Kasię Smutniak. Film ten można podzielić na dwie połowy – pierwsza, w której nowi partnerzy jeżdżą po Paryżu tropiąc narkotykową siatkę azjatów i pakistańskich terrorystów i drugą, w której to film nagle staje się całkiem interesujący. Niestety na krótko…

Jest w tym obrazie dużo elementów, które wpisywałyby go w szereg pozycji na męski wypad do kina – mocny język, porządne mordobicie, dużo strzelania, naprawdę widowiskowy pościg srebrną S8 i piękna kobieta ( niestety, Panowie, „momentów” brak…). Poza tym, mamy męski duet Travolta – Meyers, który musi się przecież jakoś dotrzeć, a sprawa nie jest prosta. Travolta, to typowy „kark” – ogolona na łyso, ostro przypakowana maszynka do zabijania, która – jak to bywa w takich filmach – posiada ukryte pod zniszczoną, skórzaną kurtką miękkie podbrzusze. Tym, bez czego nie obejdzie się agent Wax, to (nie wierzyłam) Mac royal with cheese! Jego partner natomiast to romantyk z zasadami (sic!), z trudem wychodzący ze swojej roli urzędnika, którego słabością jest przede wszystkim jego ponętna narzeczona.

Jeśli mamy ochotę odłożyć swój mózg na półkę – proszę bardzo - "Pozdrowienia z Paryża" Luca Bessona nadają się do tego znakomicie. Jeśli ktoś oczywiście lubi słabo poprowadzone postaci, proste dialogi, toporne poczucie humoru, lejącą się krew i wystrzały z bazooki. Dla innych film ten może być po prostu męczący.

Gosia Żuk
 

Tagi: gosia żuk, pozdrowienia z paryża, john travolta, luc besson, pierre morel, jonathan rhys meyers, helios, kino, recenzje, relacje, kasia smutniak, pozdrowienia z paryża recenzja,


« powrót

Nasi partnerzy