Made In Bialystok

Sonda

  • Której z wizytówek Białegostoku brakowałoby Ci najmniej?
głosuj     wyniki

Mirosław Miniszewski: Myślenie nie ma etykietki ideologicznej

autor: Magdalena Wieremiejuk,
24.07.2009, 08:46


O nieufności jako postawie intelektualnej oraz samotności publicysty rozmawiamy z Mirosławem Miniszewskim – białostockim filozofem i publicystą, autorem świeżo wydanej książki „Obserwacje. Wybór publicystyki z lat 2006 – 2009”.

Magdalena Wieremiejuk: Piszesz we wstępie do swojej książki, że z natury jesteś pesymistą, a twoją zasadniczą postawą intelektualną są nieufność i podejrzliwość, co daje się zauważyć w twoich tekstach. Co ci daje ten filtr nieufności?

Mirosław Miniszewski: Taka postawa nieufności, pesymizmu, sceptycyzmu nie pozwala na formułowanie huraoptymistycznych konkluzji. Wydaje mi się, że w ten sposób mogę napisać ciekawej i jestem bezpieczniejszy. Gdybym afirmował rzeczywistość, mógłbym z czasem poczuć ciężar odpowiedzialności, że „wkręciłem” ludzi w jakiś pozytywny ogląd danej sytuacji, a to okazało się nieprawdziwe. Nie chciałbym, żeby ludzie zawiedli się na moim optymizmie, wolałbym, gdyby zawiedli się na moim pesymizmie.

Twoja publicystyka przypomina pęknięte lustro, bo przyjmujesz różne perspektywy i przyglądasz się często tym samym problemom z różnych stron. Raz patrzysz okiem liberała, raz lewicowca. Dlaczego?

Robię to z premedytacją. Staram się przyjmować różne perspektywy, ponieważ wtedy można zobaczyć więcej. Jakbym sobie przyjął jedną linię polityczną, z której pisuję, na przykład linię liberała czy feministy, to utraciłbym wolność. Myślę, że świat jest na tyle ciekawy i bogaty, że trzeba na niego patrzeć z różnych stron. Czasami warto za radą św. Tomasza z Akwinu zrozumieć poglądy przeciwnika lepiej niż on sam. Często okazuje się wtedy, że  nasz przeciwnik myśli podobnie do nas, tylko przykleja sobie inną etykietkę.

Jednak stosując metodę takiego rozszczepienia, nigdy żadna grupa ideowa nie obierze cię na swego naczelnego publicystę.

O to właśnie mi chodzi, bo uważam, że myślenie nie ma etykietki ideologicznej. Kiedy zaczyna ją mieć, wtedy traci się miano niezależnego publicysty, a tylko wykonuje pracę na rzecz pewnej idei. A to już nie jest ani filozofia, ani publicystyka.

Jak mówiłeś na spotkaniu w Cabarecie, często w tekstach celowo radykalizujesz poglądy, by skłonić czytelników do dyskusji. Rzadko jednak, jeśli w ogóle, wokół twoich tekstów wywiązuje się prawdziwa polemika. Czy w swojej pracy nie czujesz się samotny?

Czuję się samotny, niestety. To jest bardzo dojmujące uczucie, ale jestem na to przygotowany, bo wiem, że dzisiaj już nie ma tradycji debaty. Nie ma też dzisiaj za wiele takiej publicystyki, która pozwala zatrzymać się i pomyśleć. Nie dostaję takich listów, na które mógłbym odpowiedzieć. Są to raczej krótkie wzmianki. Albo ktoś mi gratuluje i dziękuje, albo ktoś mnie plugawi i miesza z błotem, ale nie jest to nigdy powodem jakiejś rozmowy.

Czy inspirujesz się stylem innych publicystów? Których z nich lubisz czytać?

Szukam swojego własnego stylu pisania i nie staram się inspirować publicystyką znanych osób. To, co dzisiaj czytam w gazetach, nie odpowiada mi. Lubię czytać Jacka Żakowskiego i podoba mi się, jak pisze, chociaż miałbym wiele uwag. A jeżeli chodzi o lżejszą formę – to Słonimski, przede wszystkim ze względu na język. Ja staram się pisać po polsku, nie wtrącać do tego, co piszę, mowy potocznej. Staram się nie używać nowych słów, zapożyczonych z języka angielskiego, ani slangu. Myślę po polsku, moją ojczyzną jest nie kraj, a język właśnie.

Nazwałeś tę książkę „Obserwacje”, a tymczasem nie opisujesz zwykłego życia białostoczan. Twoją inspiracją są raczej „duże” problemy społeczne, z którymi mamy do czynienia w mediach: eutanazja, nielegalna aborcja, nowe technologie.

Ma to związek z moją postawą filozoficzną. Filozof to ten, w którym myśli wzbudzają m.in. wydarzenia. Obserwuje on wydarzenia, ale nie chodzi tu o naoczność, tylko o zajęcie pewnego stanowiska, z którego lepiej widać i można opisać coś głębiej i szerzej, na sposób jaki już zanika w prasie codziennej.

Nie pociąga cię obyczajówka, czy wolisz pisać, siedząc za biurkiem, z dystansu?

Próbowałem już tematów obyczajowych, napisałem kilka reportaży, ale nie czuję się w tym temacie. Jest to ciekawe, ale wymagałoby przestawienia umysłu i zajęcia się wyłącznie dziennikarstwem reportażowym. Reportaże wymagają wyjścia do świata, a ja jednak nie wychodzę do świata, tylko siedzę za biurkiem, jak wspomniałaś.

Dziękuję za rozmowę.
Magdalena Wieremiejuk, napisz do autorki!
Przeczytaj recenzję książki!

 

Tagi: książka, publicystyka, wywiad, mirosław miniszewski, magdalena wieremiejuk, białystok,


« powrót

Nasi partnerzy